Archiwa kategorii: Blog

KOBIECY ORGAZM PRZEZ WIELKIE „O”

Jedna z czytelniczek serwisu abc.zdrowie podzieliła się niedawno swoim doświadczeniem przeżycia po raz pierwszy orgazmu pochwowego w wieku 43 lat. Czytelniczka opisała doświadczenie orgazmu pochwowego, jako zdecydowanie innego doznania w porównaniu do orgazmu osiąganego jedynie drogą stymulacji łechtaczki. Wedle jej opisu ‚orgazm pochwowy’ był dłuższy, niż ‚orgazm łechtaczkowy’, odczuwany „w środku ciała”, „po prostu rewelacyjny” !!!

Przez jej list przebija wielka radość wynikająca z tego, że udało jej się doświadczyć orgazmu tego rodzaju. Żałowała, że stało się to tak poźno w jej życiu oraz w pewien sposób bez jej udziału. Dlatego też próbowała dowiedzieć się, jak mogłaby takie doświadczenie ponownie powtórzyć. Podała też, że zazwyczaj stosunek z jej wieloletnim  partnerem seksualnym trwa około 20 minut, martwiąc się że może być zbyt krótki, aby móc częściej doświadczać orgazm pochwowy.

Wokół kobiecego orgazmu narosło mnóstwo mitów. Z jednej strony wydaje się, że wszystko już napisano i powiedziano. Z drugiej strony kobiety nadal nie wiedzą, czy ‚reagują właściwie’ podczas aktywności seksualnej, czy ich doznania są prawidłowe, czy coś ich nie omija…..np. ‚orgazmy pochowe’ czy ‚orgazmy wielokrotne’. Dlatego postanowiłam przyjrzeć się bliżej wątkowi różnych rodzajów kobiecych orgazmów.

Podejmując temat kobiecego orgazmu trudno pominąć  twórcy psychoanalizy Zygmuta Freuda, który podzielił rodzaje kobiecego szczytowania na pochwowe i łechtaczkowe. Orgazm uzyskiwany drogą stymulacji łęchtaczki został uznany za gorszy, świadczący o kobiecej niedojrzałości emocjonalnej.

Najbardziej szkodliwe dla kobiet bywa obciążanie się poczuciem winy, w przypadku gdy orgazm uzyskany jedynie w wyniku stymulacji pochwy nie pojawia się u nich „na zawołanie”.

We współczesnej seksuologii uważa się, że pochwa pozostaje wrażliwa na określony rodzaj bodźców, w pewnych określonych miejscach. Powoduje to, że niektóre kobiety mogą osiągnąć orgazm w wyniku stymulacji pochwy, bez pośrednictwa łechtaczki.

Powszechnie uważa sie, że z umiejętnością przeżywania orgazmu łechtaczkowego kobieta się rodzi, zaś orgazmu pochowego musi się nauczyć. 

Coś jest w tym stweirdzeniu. Wiele spośród dorosłych kobiet, w okresie pierwszych lat współżycia seksualnego bywa niewystarczająco pobudliwa pochwowo. Dlatego też miewają one trudność z doświadczeniem orgazmu, jedynie w wyniku stymulacji pochwy. Podczas gdy, dla tych samych kobiet orgazm łechtaczkowy bywa dostępny od początku podjęcia przez nie współżycia seksualnego.

W toku nabywania kolejnych doświadczeń seksualnych, dana kobieta staje się bardziej swobodna w zakresie ekspresji seksualności, lepiej poznaje swoje ciało i bardziej komfortowo czuje się w relacji ze swoim partnerem. Prowadzi to do nabywania większej świadomości ciała (także sfery genitaliów i dna miednicy). A co za tym idzie- do zwiększenia satysfakcjonujących odczuć płynących z przedniej ściany pochwy, wewnętrznych części pochwy oraz okolicy szyjki macicy.

Taka większa świadomość ciała okolicy miednicy mniejszej pojawia się u kobiet często dopiero po urodzeniu pierwszego (a nawet dopiero kolejnego dziecka). Często właśnie po urodzeniu dziecka, po wielu miesiącach ćwiczeń mięśni Kegla kobiety zyskują większą łatwość w doświadczaniu orgazmu uzyskanego jedynie drogą stymulacji pochwy.

Najważniejszy i najbardziej szkodliwy mit dotyczący orgazmu pochwowego dotyczy tego, że taki rodzaj orgazmu jest kobiecie niezbędnie potrzebny. Wszystkie drogi uzyskiwania orgazmu są równoważne i nie ma rodzajów orgazmów lepszych i gorszych.

Wielu kobietom wystarcza odczucie orgazmu uzyskiwanego jedynie drogą stymulacji łechtaczki i nigdy w życiu nie zastanawiają się nad koniecznością rozwoju w kierunku zwiększenia pobudliwości pochwowej. Orgazm pochwowy wcale nie jest przecież niezbędny, gdyż kobiety oceniają stosunki zakończone orgazmem jako podobnie satysfakcjonujące seksualnie jak te bez orgazmu. Wiele zaś zależy od kontekstu partnerskiego i okoliczności psychologicznych. Dodatkowo kobiety czerpią satysfakcję seksualną z wielu innych źródeł. Z poczucia bliskości z partnerem, delikatnego dotyku i pieszczot, a nawet z samego sprawiania przyjemności partnerowi.

Nie, kobieto Droga. Nie oznacza to, że masz się poświęcać i nie zadbać o swoją satysfakcję, jak pewnie Twoje babki czy prababki wychowane w okresie braku przyzwolenia na ekspresję kobiecej seksualności.

Powinnaś za to zadbać o swoje ciało i zwiększyć jego świadomość (np. przez uczestnictwo w zajęciach jogi, czy nawet w ulubionych zajęciach tanecznych). Po drugie, powinnaś zabrać się za ćwiczenia mięśni Kegla, nie porzucając ich po jednym tygodniu. Dopiero kilka miesięcy regularnych ćwiczeń może przyczynić się do uzyskania większej świadomości okolicy platformy orgazmicznej (do której należą mięśnie Kegla). Włąśnie te mięsnie tworzą płąszczyznę, której skurcze odpowiadają za przeżycie każdego orgazmu. Jednak do uzyskania orgazmu pochwowego muszą być one wyjątkowo reaktywne, a Ty być ich wyjątkowo świadoma.

Kolejny mit dotyczy długości trwania stosunku, potrzebnej, aby kobieta mogła przeżyć orgazm jedynie w wyniku stymulacji pochwy.

Sztuka orgazmu pochwowego to Twoja świadomość ciała, a nie hiper-długi stosunek seksualny.

Nie czekaj zatem na to, aby partner zrobił za Ciebie wszystko, abyś mogła przeżyć orgazm pochwowy. Przedłużanie stosunku seksualnego nie stanowi gwarancji przeżycia tego rodzaju orgazmu. Badania wskazują nawet, że jeśli stosunek seksualny jest przedłużany ponad okres 30 minut, prowadzi to do otarć śluzówki pochwy. Z otarciami wiążą się nieprzyjemne (często bolesne) odczucia płynące z okolicy pochwy oraz zwiększone ryzyko infekcji.

Zatem jeśli chcesz zintensyfikować swoje doznania z okolicy pochwy i przeżyć „orgazm pochwowy”, szkoda tracić czas i warto od dziś zadbać o swoje ciało. Ćwiczyć wszystkie mięśnie…,a zwłaszcza mięśnie Kegla.

POWODZENIA I DO DZIEŁA !!!

Copytight dr n. med. FECSM Justyna Holka-Pokorska 2016

KRYZYS SENIORALNY- NOWE ZJAWISKO SPOŁECZNE I SEKSUOLOGICZNE?

Jako seksuolog bywam często zapraszana do prowadzenia wykładów na temat dysfunkcji seksualnych, współtowarzyszących różnym schorzeniom fizycznym czy uwarunkowań seksualności różnych grup wiekowych.  Kiedy na początku tego roku poproszono mnie o przygotowanie wykładów na temat seksualności seniorów towarzyszyło mi jedynie niejasne przeczucie nadchodzącego wielkimi krokami nowego zjawiska społecznego. Zjawisko to roboczo nazwałam ‘kryzysem senioralnym’, a jego przedstawiciela, żartobliwie określiłam ‘seksownym seniorem’.

Za jeden z głównych celów warsztatów stawiałam sobie wtedy przełamywanie barier mentalnych osób 60+ , które mogą przeszkadzać w prowadzeniu satysfakcjonującego życia osobom starszym, zwłaszcza w zakresie sfery seksualnej. Wtedy trudno było mi ‘ad hoc’ przywołać polskie wzorce senioralnej aktywności, które mogły kojarzyć się z seksualnością osób „bardzo dojrzałych”. Odnosiłam się raczej do przykładów spoza ‘polskiego podwórka’.

Sztandarową polską parę, której historia mogła posłużyć do odczarowania mało atrakcyjnych aspektów starości stanowił dla mnie duet znakomitego, nieżyjącego już aktora Andrzeja Łapickiego oraz teatrologa Kamili Łapickiej. Parę tę dzieliła różnica wieku wynosząca 60 lat, a ich małżeństwo trwało ponad 3 lata, aż do śmierci aktora w wieku 86 lat. Wspomniana para, w okresie trwania swojego związku często, w atmosferze skandalu gościła na łamach kronik towarzyskich. Jednak przez swoją historię udowodniła innym, że zakochanie po 80-tce jest możliwe. A Pan Andrzej Łapicki unaocznił, że ludzie starsi często sami pozbawiają smaku ostatni etap życia, zakładając, że wszystko co dobre, już się wydarzyło.

Ponad ćwierć wieku temu, dla pokolenia epoki socjalizmu o ‘staruszkowych harcach’ śpiewali Starsi Panowie Dwaj, z humorem opisując uroki ‘wesołego życia staruszka’:

„Wesołe jest życie staruszka
Gdzie spojrzy, tam bóstwo co krok
Tu biuścik zachwyci, tam nóżka
bo nie ten, bo nie ten już wzrok”.

Jednak wzorzec seksualności z „Wesołego życia staruszka” nie stanowi przecież tego idealnego przykładu aktywnego starzenia się. To raczej pastisz seksualności senioralnej, podbarwionej niesprawnością i pogorszeniem ostrości wzroku, która dostrzega atrakcyjność niewieścią tam gdzie jej nie ma.

Czy wyłamujące się stereotypom związki intymne seniorów mogą rzeczywiście ośmielać osoby starsze do sięgania po relacje intymne -trudno powiedzieć. Jednak czas emerytury to dla wielu pierwszy czas, wolny od aktywności zawodowej i wypełniania ról rodzicielskich. Z tego względu może być idealnym okresem, który sprzyja realizacji wcześniej zaniedbywanych potrzeb.

Jak aktualne może stać się zjawisko ‘kryzysu senioralnego’ współczesnych polskich 70-latków unaoczniły mi ostatnio perypetie przechodzących na emeryturę rodziców obecnych 40-latków.

Z perspektywy czysto biologicznej, seksualność 70-czy 80-latka jest inna, niż osoby trzydziestoletniej. W wieku 60+ częściej pojawiają się dysfunkcje seksualne, libido jest niższe, a orgazm może być odroczony w czasie. Jednak nadal możliwe jest przeżywanie stanu zakochania, tworzenie intymnych relacji oraz przeróżne rodzaje aktywności seksualnej. Pomagając ludziom w ekspresji ich seksualności przekonuję zarówno pacjentów oraz uczestników warsztatów do tego, że „seks rodzi się w głowie”. Wyposażam ich także w wiedzę dotyczącą tego co robić „kiedy ciało szwankuje”.

Jednak terapeutyczna pomoc udzielana przeze mnie 40-letnim dzieciom „seksownych 70-latków” unaoczniło mi, że pokolenie obecnych 70-latków, poprzez swego rodzaju ‘przymusowe’ uczestnictwo w transformacji ustrojowej przełomu lat 80 tych i 90-tych, mogło nie zyskać przestrzeni do pełnego doświadczania ‘kryzysu połowy życia’. Ówcześni 40-latkowie musieli nadążyć za raptownymi przemianami społeczno-gospodarczymi, które nagle całkowicie zmodyfikowały rytm zarówno ich karier zawodowych, jak i życia osobistego. ‘Wygrani’ procesu transformacji angażowali się w rozwój biznesów, karier korporacyjnych czy specjalistycznych. ‘Przegrani’ skupiali się na tym, aby nie dać się ‘zmieść’ przez raptowne zmiany społeczno-gospodarcze oraz nowe wymagania, któe przyniosła ze sobą transformacja ustrojowa. Przedstawiciele wspomnianych podgrup mogli zwyczajnie nie mieć czasu na poszukiwania egzystencjalne. Przez co też nie pozwolili sobie bliżej przyjrzeć się swoim potrzebom emocjonalnym lub intymnym.

Kryzys środka życia, zwany potocznie kryzysem wieku średniego przeżywany przez ‘ryczące czterdziestki’ czy ‘jurnych czterdziestolatków’ kojarzy się z burzliwymi rozstaniami, zakupami ‘bardziej sportowych’ samochodów czy odważnym sięganiem po seks z nowymi partnerami.

Mieszkańcy krajów o stabilnej sytuacji gospodarczej, właściciele dziedziczonych z pokolenia na pokolenie dóbr materialnych czy też autorzy własnych budowanych z sukcesem karier mogą z pełną swobodą oddawać się poszukiwaniom egzystencjalnym bilansu wieku średniego. Kryzys środka życia przejawia się u nich porządkowaniem życia osobistego, życia intymnego, czy też życia zawodowego ( w tym przypadku znanymi pod nazwą mid-life career change).

Z perspektywy psychologii jungowskiej przechodzenie granicy połowy życia łączy się z silnymi potrzebami indywiduacji, dopuszczaniem do głosu skrywanych i represjonowanych wcześniej potrzeb oraz poszukiwań  ‘głębszego sensu’ swojego życia. Według Carla Junga, u kobiet może oznaczać potrzeby kontaktowania się z bardziej męskimi aspektami osobowości, oraz chęcią odgrywania bardziej znaczącej, aktywniejszej roli w świecie.  Dla mężczyzn może oznaczać poszukiwania bardziej kobiecych aspektów swojej osobowości. Ekspresja takich potrzeb, dla mężczyzn może oznaczać poszukiwanie większej intymności w relacjach partnerskich, poszukiwaniach artystycznych, czy też poszukiwaniu samotności i swego rodzaju ucieczką przed ludźmi.

Przekraczanie magicznej granicy połowy życia zarówno dla kobiet jak i mężczyzn może przejawiać się z większą ekspresją potrzeb erotycznych lub większym zapotrzebowaniem na intymność. Jeśli takich potrzeb nie udaje im się realizować w dotychczasowych relacjach, wtedy czterdziestolatkowie często bardzo odważnie sięgają po ich realizację z zupełnie innymi partnerami.

Wróćmy jednak do charakterystyki polskich  seniorów w kryzysie. Wiemy już, że są to osoby, które nie miały okazji skonfrontować się ze swoimi bardzo głębokimi potrzebami na wcześniejszych etapach życia. A jak wygląda bliżej ‘kryzys senioralny i na czym polega? Otóż, składa się z grubsza rzecz ujmując, z podobnych elementów, jak kryzys połowy życia. Jednak obarczony bywa większym brakiem krytycyzmu przejawianym przez osobę, która go doświadcza, w porównaniu do kryzysowych zawirowań poprzednich etapów życia. Może to wynikać zarówno z biologicznych skutków starzenia układu nerwowego przejawiających się dysfunkcjami poznawczymi. Takie dysfunkcje zniekształcają realistyczną ocenę swojej sytuacji i odpowiadają za brak krytycyzmu w ocenie swoich działań.  Z drugiej strony zjawiska kryzysu senioralnego mogą przebiegać gwałtowniej, niż w kryzysie połowy życia, z racji nieuchronnej perspektywy zbliżającej się śmierci. Dla osoby starszej perspektywa kilkunastu lub nawet kilku pozostałych lat życia może skłaniać do bardziej raptownych i nieprzemyślanych decyzji w sięganiu po zmianę. Skutkuje to częstym brakiem odpowiedzialności seniorów za swoje działania. Natomiast dzieci seniorów wpędza w konieczność podejmowania odpowiedzialności za beztroskie działania wcześniej rozsądnych 70-latków.

Trudno wyobrazić sobie, aby 40-latka nie uległa konfuzji na wiadomość, że jej 65-letnia matka planuje naukę jazdy konnej, lekcje jazdy na motorze czy inne równie ryzykowne w jej wieku przedsięwzięcia. W perspektywie 65-latki, która czuje się młodo, są to jak najbardziej możliwe dla aktywności, na które wcześniej nie miała czasu, gdyż ‘dziecko ją ograniczało’.  Można się chyba zgodzić, że każde dziecko rodzica emeryta ucieszy się z rozpoczęcia przez niego nauki malarstwa, fotografowania czy zajęć jogi. Jednak sytuacje, gdy 40- letnie dziecko bywa wzywane na ratunek matce, powodującej wypadek, w towarzystwie nowego partnera, o którym nikt w rodzinie nie miał pojęcia, to chyba nowe zjawisko społeczne. Do niego nie przygotowały nas lata poprzedzające transformację ustrojową, kiedy niedobory materialne i uboga oferta rozrywek ograniczała fantazyjność stylu życia.

Gdy przyjrzymy się dzieciom 40-latków, narażonych na skutki kryzysu połowy życia swoich rodziców, często na pierwszy plan wysuwają się ponoszone przez nich szkody emocjonalne, które ponoszą w wyniku współuczestniczenia w przewlekłych konfliktach rodzicielskich, czy w wyniku rozstań rodziców. Jednak od często niepełnoletnich dzieci czterdziestolatków, zazwyczaj nie wymaga się praktycznej opieki nad „robiącymi głupstwa’ rodzicielami.

Będące w średnim wieku, dzieci beztroskich seniorów często zmuszone bywają do jednoczesnego rozwiazywania własnych kryzysów połowy życia, jak i trudności, jakie niesie ze sobą  ‘kryzys senioralny’ rodziców. Często bywają też konfrontowane z koniecznością rozwiązywania realnych problemów 70-latków, którzy porzuciwszy dotychczasowych partnerów zaczynają ‘życie pełną piersią’.

Babcie nie znajdują przyjemności w zajmowaniu się wnukami, czy przedłużania aktywności zawodowej. W to miejsce angażują się w nowe znajomości nawiązywane za pośrednictwem facebooka czy portali, kojarzących osoby samotne. Dziadkowie wyjeżdżają na turnusy sanatoryjne, z każdego z nich przywożąc wspomnienia ramion kolejnych partnerek.

Aktywność seksualna zapobiega starzeniu i korzystnie wpływa na podtrzymanie dobrostanu psycho-fizycznego. Warto więc zachęcać seniorów, żeby korzystali z życia, mimo upływającego czasu i nie ulegali stereotypom, że satysfakcja z seksu wymaga młodego wieku.

Jeśli jednak, jako osoba w wieku średnim, opiekujesz się seniorem w kryzysie, masz prawo wymagać, aby Twój senior pamiętał, że starszy wiek nie zwalnia z odpowiedzialności za podejmowane działania. Poproś go też, aby w planowaniu nowych szateństw uwzględnił stan swojego zdrowia oraz  realne możliwości 🙂

Copyright dr n. med. FECSM Justyna Holka-Pokorska

Co to jest F-60? Czyli refleksje z warsztatów na temat zaburzeń osobowości

Od początku mojej pracy w psychiatrii zagadnienie diagnozy „zaburzeń osobowości” niezwykle mnie intrygowało. Wiele lat temu, kiedy gromadziłam pierwsze doświadczenia zawodowe, szybko zorientowałam się, że pacjenci z rozpoznaniem zaburzeń osobowości stanowią podgrupę ‚mało atrakcyjną’ zarówno dla psychiatrów o podejściu biologicznym, jak mniej lub bardziej doświadczonych psychoterapeutów. Kiedy sama nabrałam doświadczenia jako klinicysta, zaczęłam lepiej rozumieć prawdopodobne uwarunkowania takiej sytuacji. Psychiatrzy biologiczni w momencie zetknięcia się z pacjentem z diagnozą zaburzeń osobowości często czują się bezradni, gdyż ich standardowe metody leczenia (jak farmakoterapia) nie przynoszą oczekiwanych efektów. Natomiast psychoterapeuci, najczęściej zdają sobie sprawę, że typowy pacjent z zaburzeniami osobowości będzie wymagał od nich długoterminowego zaangażowania, wzmożonej czujności i współodpowiedzialności za ewentualne przejawy zachowań ryzykownych. Do tego dochodzi ryzyko przedwczesnego przerwania terapii, czy wielokrotne próby sprawdzania „stałości” psychoterapeuty i badania jego wytrzymałości przez pacjenta.

Od kilkunastu miesięcy prowadzę cykliczne warsztaty, dotyczące klinicznych aspektów zaburzeń osobowości w Oddziale Terapii Zaburzeń Depresyjnych, Lękowych i Zaburzeń Snu w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. W tym wpisie zapragnęłam podzielić się swoimi refleksjami z prowadzonych przeze mnie warsztatów kierowanych do pacjentów oddziału, z którym współpracuję.

Na podstawie zebranych podczas warsztatów doświadczeń mogę powiedzieć, że ambiwalentne nastawienie profesjonalistów zdrowia psychicznego wobec osób z zaburzeniami osobowości jest bardzo wyraźnie przez takich pacjentów odczuwane. Wspomniani pacjenci często czują się lekceważeni, niezrozumiani, czy nawet pozostawieni bez pomocy.

Oczywiście, jako profesjonalista zajmujący się zdrowiem psychicznym zdaję sobie sprawę, że takie odczucia pacjentów mogą wynikać ze zniekształconego oglądu rzeczywistości oraz sposobu przeżywania charakterystycznych dla osób z zaburzeniami osobowości. Jednak wiem także, że nierzadko poczucie niezrozumienia oraz lekceważenia może wynikać z faktu wcześniejszych kontaktów z lekarzami i psychoterapeutami.

Osoba z zaburzeniami osobowości, w swojej dotychczasowej historii leczenia z dużym prawdopodobieństwem mogła zetknąć się z opinią, że biologicznie ukierunkowany profesjonalista nie potrafi jej pomóc. Pacjenci zgłaszający objawy swojego cierpienia lekarzowi psychiatrze często słyszą, że „ …wspomniane objawy Pani/Pana zaburzeń to nie przejaw choroby psychicznej, ale wynik zaburzonej osobowości, której nie da się zmodyfikować lekami”. Zaś zwracając się do psychoterapeuty osoby z diagnozą zaburzenej osobowości wysłuchały „tyrady” o kontrakcie terapeutycznym, ograniczeniach terapii, konieczności kontrolowania swoich zachowań ryzykownych i zakazu podejmowania ich podczas całego procesu terapeutycznego.

Dla osoby, której zachowania parasuicydalne stanowią podstawowy sposób regulacji napięcia psychicznego może stanowić to warunek, trudny do wyobrażenia, a co dopiero do przyjęcia i zastosowania podczas ewentualnej psychoterapii.

Osoby, które jako problem psychiczny identyfikują głównie objawy niepokoju czy obniżonego nastroju, często nie do końca wiedzą, co niesie za sobą diagnozą ‘osobowość unikająca’, ‘osobowość histrioniczna’, ‘osobowość chwiejna emocjonalnie’ czy też ‘zaburzenia osobowości mieszane’ lub ‘zaburzenia osobowości BNO (bliżej nieokreślone)’. Pacjenci nie rozumieją też, dlaczego rozpoznanie takie jednym razem pojawia się w ich dokumentacji medycznej, a innym razem nie jest uwzględniane.

Warto w tym momencie odnieść się do psychiatrycznej definicji zaburzeń osobowości, zawartej w obowiązującej w Polsce klasyfikacji ICD-10. Stanowi ona podstawę dla rozpoznania zaburzeń osobowości przez psychiatrę.

W rozdziale zatytułowanym „Specyficzne zaburzenia osobowości, mieszane i inne zaburzenia osobowości, trwałe zmiany osobowości” autorzy ICD-10 stwierdzają, że do stanów związanych z zaburzeniami osobowości zalicza się „głęboko zakorzenione i utrwalone wzorce zachowań, przejawiające się mało elastycznymi reakcjami na różnorodne sytuacje indywidualne i społeczne. Reprezentują one albo skrajne, albo znaczące odmienności w porównaniu z przeciętnym w danej kulturze sposobem postrzegania, myślenia i odczuwania, a w szczególności- odnoszenia się do innych”. W ICD-10 „zaburzenia osobowości podzielono zgodnie z grupami cech odpowiadających najczęstszym lub najbardziej wyrazistych wzorcom zachowania”.

Pacjenci często pytają czym różni się osobowość zaburzona od osobowości normatywnej, podając argument, że „każdy przecież ma jakąś osobowość”. Trudno nie zauważyć specyfiki różnic osobowościowych, charakteryzujących każdego z nas. Bez wspomnianych różnic ludzie byliby nudni, a świat przewidywalny i mało inspirujący.

Tak zwana psychopatia ( czyli osobowość dyssocjalna lub antyspołeczna), często bywa potocznie uznawana za synonim oraz sztandarowy przykład „zaburzonej osobowości”. W rzeczywistości według ICD-10 rozpoznaje się jeszcze szereg zaburzeń należących do kategorii F 60-F 62. A pośród nich: ‘osobowość paranoiczną’, ‘osobowość schizoidalną’, ‘osobowość chwiejną emocjonalnie’, ‘osobowość histrioniczną’, ‘osobowość anankastyczną’, ‘osobowość lękliwą (inaczej unikającą)’, ‘osobowość zależną’ oraz ‘mieszane zaburzenia osobowości’.

Jednak gdy nie-profesjonalista przygląda się różnym typom rozpoznań z kręgu zaburzeń osobowości, często zadaje pytanie, jak można porównywać ze sobą człowieka z osobowością psychopatyczną oraz wrażliwego osobnika z osobowością lękliwą/unikającą? Tak zwana psychopatia, często bywa potocznie uznawana za synonim oraz sztandarowy przykład „zaburzonej osobowości”. Porównując krzywdzącą innych osobę z cechami antysocjalnymi (psychopatycznymi) oraz wrażliwą i podporządkowującą się wszystkim osobę z cechami osobowości zależnej, na pierwszy rzut oka rzeczywiście nie można doszukać się żadnych podobieństw.

Podstawowy wyróżnik przyporządkowujący osoby z różnymi typami osobowości do jednej kategorii F-60, polega na tym, że dany sposób zachowania, przeżywania i reagowania, stanowi podstawową, utrwaloną (a nawet sztywną) metodę radzenia sobie takiej osoby z bardzo różnorodnymi bodźcami zewnętrznymi. Zaś dysfunkcjonalny pozostaje nie tyle sam sposób reagowania, ile jego niezmienność wobec bardzo zróżnicowanych bodźców oraz komunikatów otoczenia, że dana metoda jest nieefektywna, a nawet może być szkodliwa dla samego pacjenta czy jego otoczenia.

Osobowości rzeczywiście nie udaje się zmienić w perspektywie krótkoterminowej. Jednak nieprawdą jest, że osobowość jest zawsze niezmienna i niepodatna na modyfikacje terapeutyczne. Cechy temperamentalne wchodzące w skład biologicznego wyposażenia danej osoby (jak szybkość reakcji, zapotrzebowanie na stymulację czy skłonność do introwersji) pozostają praktycznie niezmienne. Trudno sobie przecież wyobrazić przemianę przysłowiowego flegmatyka w choleryka. Jednak już wyobrażenie flegmatyka, który w przypadku ekstremalnego stresu reaguje gwałtownie przypominając reakcję osoby cholerycznej świadczy o plastyczności osoby z flegmatycznym usposobieniem (temperamentem). Taka reakcja flegmatyka zdecyduje o jego sukcesie w zakresie obrony własnych praw czy ucieczki w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia. I właśnie taka plastyczność zachowań pozwala na lepszą adaptację do wymagań współczesnego świata i świadczy o zasobach przystosowawczych danej osoby.

O tym, że osobowość człowieka może zmieniać się w perspektywie długoterminowej, wskazują badania prowadzone w odniesieniu do pacjentów z zaburzeniami osobowości borderline. Okazało się, że pacjenci z takim rozpoznaniem, których poddano ocenie porównawczej po upływie 5-7 lat nie spełniali już kryteriów powyższego rozpoznania. Zaś w przypadku kobiet z zaburzeniami osobowości borderline ujawniono również, że dysfunkcyjne reakcje przejawiane przez nastolatki i młode kobiety, przestają być tak nasilone i wszechobecne w okresie, kiedy kobiety te kończą 40 czy 50 lat. cdn…

W kolejnym wpisie napiszę o leczeniu zaburzeń osobowości z perspektywy psychiatry biologicznego oraz psychoterapeuty.

W przypadku zainteresowania przeprowadzeniem przeze mnie wykładu lub warsztatu na temat klinicznych aspektów rozpoznawania i leczenia pacjentów z zaburzeniami osobowości – zapraszam do kontaktu.

Copyright dr n. med. FECSM Justyna Holka-Pokorska 2016

Warsztaty na temat zdrowia psychicznego i seksualności osób z obniżoną płodnością

Coraz częściej do mojego gabinetu trafiają osoby zmagające się z objawami obniżonego nastroju, lęku czy bezsenności, towarzyszących podejmowaniu ról rodzicielskich. Jeszcze częściej bywają to osoby doświadczające różnorakich porażek, pojawiających się na drodze do upragnionego potomstwa.  Biorąc pod uwagę moje zainteresowania naukowe, jak i coraz bogatsze doświadczenie kliniczne z zakresu psychiatrii rodzicielstwa przygotowałam warsztat szkoleniowy dla lekarzy dotyczący metod terapii zaburzeń psychicznych i seksualnych, występujących u osób z obniżoną płodnością.

Aby uzyskać wielowymiarową perspektywę spojrzenia na prezentowaną tematykę, zaprosiłam do współpracy dr n. med. Artura Stefanowicza – ginekologa-położnika, z którym bardzo twórczo współpracuję od kilku lat. Chciałam przez to wzbogacić uczestników warsztatu w doświadczenia osoby, zajmującej się ginekologiczną diagnozą i terapią niepłodności.

Ja skupiłam się głównie na klinicznych aspektach objawów zaburzeń emocji i nastroju pojawiających  się u osób z obniżoną płodnością. Omawiałam metody pracy psychoterapeutycznej oraz uwarunkowania stosowania u nich leków działających przeciwdepresyjnie lub stabilizująco na nastrój. Razem z uczestnikami warsztatu zastanawialiśmy się, w jaki sposób pacjenci z różnym profilem osobowości, reagują na diagnozę niepłodności, jak sobie radzą z procesem leczenia oraz czego oczekują od nas psychiatrów i psychoterapeutów.

Analizując dotychczasowe badania naukowe oraz nasze doświadczenia kliniczne, doszliśmy z uczestnikami warsztatów do wniosku, że osoby z obniżoną płodnością nie poszukują psychoterapii długoterminowej, ale raczej doraźnych interwencji kryzysowych. Ich potrzeby dotyczą takich form pomocy, które mogłyby szybko zredukować lub wyeliminować cierpienie psychiczne, związane z przedłużającym się brakiem potomstwa oraz samym uciążliwym procesem leczenia. Inną obserwacją uczestników warsztatów (będących często bardzo doświadczonymi psychiatrami) było spostrzeżenie, że kobiety leczone z powodu niepłodności, które wymagają wsparcia psychiatry na etapie poprzedzającym ciążę, często potrzebują takiej pomocy także podczas trwania ciąży (zwłasza w ostatnim trymestrze) oraz w okresie poporodowym.

Uczestnicy warsztatów potwierdzili także obserwacje płynące z literatury naukowej, wedle których, spośród wszystkich objawów psychopatologicznych, u pacjentek z obniżoną płodnośćią najczęściej obserwowane są objawy lęku, obniżonego nastroju czy bezsenności.

Pacjentki diagnozowne i leczone z powodu niepłodności często nie wykazują gotowości na udział w procesie psychoterapeutycznym lub przerywają psychoterapię. Często w to miejsce forsują kolejne próby zajścia w ciążę, angażując  Takie pacjentki często nie zwracają uwagi na objawy destabilizacji stanu psychicznego. Co gorsze, lekarze ginekolodzy, w wielu przypadkach nie potrafią właściwie ocenić nasilenia objawów obniżonego nastroju czy lęku u takich pacjentek. Bagatelizują stan psychiczny swoich podopiecznych, uznając obniżony nastrój, za naturalną reakcję na diagnozę obniżonej płodności.

Podczas warsztatów omiawiałam także, w jaki sposób, stosowane w terapii niepłodnosci leki endokrynologiczne, mogą wpływać na stan psychiczny leczonych nimi osób.

Po pierwszych warsztatach na temat psychiatrycznych i seksuologicznych aspektów diagnozy i terapi niepłodności, miałam okazję prezentować wykłady z tego zakresu na kolejnych wydarzeniach dla lekarzy i terapeutów.

http://schizofreniaforum.edu.pl/program.html

http://www.polscywydarzenia.pl/wydarzenia-historia/654321/iv-spotkania-branickie-pt-emocje-uczucia-afekty-nastroje

W przypadku zainteresowania przeprowadzeniem przeze mnie wykładu lub warsztatu na temat psychiatrycznych i seksuologicznych aspektów diagnozy i terapi niepłodności,  – zapraszam do kontaktu.

Copyright dr n. med. FECSM Justyna Holka-Pokorska 2016

Depresja w niepłodności- podwójne tabu?

O depresji pisze się często przy okazji kampanii społecznych dotyczących psychoprofilaktyki tej choroby.  W niedawnym artykule Renaty Kim i Eweliny Lis z Newsweeka pt. „Najbardziej wstydliwa choroba”, autorki opisały „rodzaje uników”, jakie podejmują sami pacjenci, aby nie zostać posądzeni o chorobę psychiczną, w przypadku ujawnienia, że korzystają z pomocy psychiatry. Wedle tezy z artykułu niewiele osób przyznaje się do korzystania z terapii psychiatrycznej. Aby ukryć fakt, że cierpią lub cierpieli z powodu depresji, pacjenci potrafią wykonywać  szereg, czasem karkołomnych działań. Wszystko po to, aby nie spotkać w psychiatrycznej poczekalni czy aptece kogoś znajomego, kto mógłby domyślić się, że delikwent cierpi z powodu depresji.

Dziś chcę napisać o „podwójnym tabu”, jakim w optyce psychiatry-seksuologa bywa depresja w przebiegu diagnozy i terapii niepłodności.

Mechanizmy opisane w artykule Newsweeka obserwuję od szeregu lat, pracując po drodze w różnych ośrodkach psychiatrycznej pomocy – oddziale całodobowym, oddziale dziennym, psychiatrycznej izbie przyjęć oraz udzialając porad ambulatoryjnych. Nie dziwią mnie urlopy wypoczynkowe wykorzystywane na leczenie psychiatryczne (żeby nikt nie oglądał pieczątki psychiatry na druku L4), czy wielomiesieczne, a nawet wieloletnie leczenie depresji przez internistę czy neurologa (żeby nie stać się wariatem, ale pozostać porządnym obywatelem, który z psychiatrą nie miał nigdy do czynienia). W swojej pracy w pełni akceptuję i umożliwiam zachowanie prywatności. Z dyskrecją podchodzę do różnych nawet dziwnych próśb moich pacjentów (np. o potwierdzenie zwolnienia lekarskiego pieczątką lekarza medycyny, a nie psychiatry). Każdy pacjent ma niepodważalne prawo do tajemnicy lekarskiej. Jednak „wolność od  objawów psychopatologicznych” ma jednak dwa oblicza. Bardzo martwi mnie fakt, że jeśli nikt nie ujawnia „złego samopoczucia psychicznego”, czy też faktu leczenia z powodu depresji, skutkuje to spychaniem w niebyt potrzeby rozwoju lecznictwa psychiatrycznego. Rzutuje to na przykład na luki specjalistycznej terapii zaburzeń psychicznych związanych z rodzicielstwem czy doświadczeniem niepłodności.

Jednym z tabu, na które jako psychiatra rodzicielstwa zwracam szczególną uwagę, stanowi doświadczenie niepłodności oraz trudności emocjonalne czy seksualne, które z diagnozą niepłodności się łączą. Większość badan epidemiologicznych potwierdziło, że rozpowszechnienie objawów depresji jest nawet dwukrotnie częstsze u kobiet z rozpoznaniem niepłodności w porównaniu do zdrowych kobiet. Diagnoza epizodu depresyjnego lub wysoki poziom lęku obserwowany jeszcze przed przystąpieniem do terapii niepłodności, łączy się na tomiast z niższym wskaźnikiem ciąż  w porównaniu do kobiet bez objawów zaburzeń emocjonalnych. W wielu modelach terapeutycznych stosowanych wobec osób z niepłodnością podkreśla się znaczenie dobrostanu psychicznego oraz braku objawów lęku i depresji  dla większej efektywności terapii niepłodności (Będe jeszcze wielokrotnie wracać do tego tematu w innych wpisach).

A co w przypadku, gdy dwa rodzaje tabu, jakim jest niepłodność oraz związane z doświadczeniem niepłodności obniżenie nastroju dotykają jedną osobę? Wtedy tabu staje się jeszcze bardziej chronione przed wzrokiem i słuchem wszelkich osób- zarówno bliskich jak i postronnych. Depresja dodatkowo wzmaga skłonność do izolacji oraz buduje niechęć wobec poszukiwania nowych rozwiązań. Utrzymywanie tabu uniemożliwa szukanie skutecznej pomocy. Depresja powoduje brak satysfakcji w większości dziedzin życiowych, izolowanie się od otoczenia oraz „zamrożenie emocjonalne”. Często depresja rzutuje także na efekty terapii niepłodności, a właściwie całkowity brak takich efektów. No i co się dzieje wtedy? Wtedy często pojawia się całkowita katastrofa, którą każda osoba z obniżoną płodnoscią wypełnia swoją własną historią…

Jednak czy pacjentki, które diagnozują się i leczą z powodu obniżonej płodnosci zwracają uwagę na swój stan psychiczny?

Z moich obserwacji wynika, że raczej ukrywają złe samopoczucie psychiczne zarówno przed otoczeniem, jak i ginekologami prowadzącymi terapię niepłodności. Chore często obawiają się, że ich zły stan psychiczny spowoduje odroczenie kolejnych procedur ginekologicznych. Często obawiają się także tego, że zostaną całkowicie zdyskwalifikowane z dalszej terapii niepłodności.

Opisane zjawisko potwierdziły dwa duże badania skandynawskie. W jednym z nich potwierdzono, że kobiety które były leczone z powodu niepłodności bywają rzadziej hospitalizowane psychiatrycznie niż osoby bez problemów z prokreacją w wywiadzie. W innym badaniu ujawniono, że kobiety, wcześniej nieskutecznie leczone z powodu niepłodności bywają częściej hospitalizowane z powodu zaburzeń psychotycznych oraz uzależnień (Baldur-Felskov 2013, Yli-Kuha 2010).  Trudno podejrzewać, że kobiety z niepłodnością w wywiadzie rzeczywiście rzadziej cierpią z powodu różnorakich objawów psychopatologicznych. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że unikają terapii psychiatrycznej z obawy przed konsekwencjami takiego leczenia.

Czy ewentualne konsekwencje leczenia psychiatrycznego mogą rzeczywiście rzutować na zaprzestanie dalszych procedur ginekologicznych?- nie wiadomo. Do dziś nie ustalono standardów postępowania  w przypadku depresji w przebegu niepłodności.

Dodatkowo niepłodne pary często obawią się póżniejszej dyskwalifikacji jako potencjalinych rodziców adopcyjnych w przypadku zaprzestania dalszego leczenia ginekologicznego.

Jak zatem ominąć oba wspomniane tabu i uniknąć negatywnego wpływu depresji na płodność? Po prostu siągnąć po specjalistyczną pomoc i nie oczekiwać, że depresja sama minie po zajściu w ciążę. Jeśli objawy depresji pozostaną nieleczone, to ciąża po prostu może się  nie zdarzyć…

Copyright dr n. med. Justyna Holka-Pokorska 2015

CO TO JEST PSYCHIATRIA RODZICIELSTWA- ‚reproductive psychiatry’ ?

Psychiatria rodzicielstwa to szczególna dziedzina psychiatrii, która zajmuje się zaburzeniami emocjonalnymi i psychicznymi u kobiet w powiazaniu z ich cyklem życiowym i cyklem rozrodczym. Psychiatria rodzicielstwa podejmuje zatem tematykę diagnozy i terapii zaburzeń związanych z cyklem miesiączkowym, ciążą, połogiem, premenopauzą i menopauzą. W szerszym ujęciu zajmuje się również tematyką zaburzeń psychicznych związanych z diagnozą i terapią  niepłodności zarówno u kobiet jak i u mężczyzn.

Psychiatria rodzicielstwa to dość swobodne tłumaczenie terminu ‚reproductive psychiatry’. Tłumaczenie to równie dobrze mogłoby brzmieć psychiatria rozrodu czy psychiatria reprodukcji. Jednak to drugie określenie ‚reprodukcja’ i ‚rozród’ nie wydaje się zręczne. Kojarzy się raczej z ‚rozrodem zwierząt parzystokopytnych’ niż z tak ‚mistycznym doświadczeniem’, jak macierzyństwo i ojcostwo :-).

Psychiatria rodzicielstwa stanowi dość unikalną specjalizację nie tylko w Polsce ale także na świecie. Dziedzina ta nie została jeszcze w pełni zaadaptowana na grunt polskiej praktyki klinicznej. W polskich opracowaniach naukowych pojawia się dość rzadko (głównie w związku z zaburzeniami psychicznymi okresu ciąży i połogu).

W  związku z przechodzeniem przez kolejne fazy życia, w organiźmie każdej kobiety zachodzą zmiany fizjologiczne ściśle powiązane ze zmieniającym się stężeniem steroidowych hormonów płciowych. Szczególny wpływ na stan psychiczny kobiet wywiera nieuregulowane stężenie estrogenów. Samym estrogenom przypisuje się właściwości przeciwdepresyjne i przeciwpsychotyczne. Natomiast wahania poziomu estrogenów zwiększają ryzyko rozwoju objawów depresji, lęku czy objawów urojeniowych.

Największe narażenie na kaskadowe zmiany stężenia estrogenów dotyka kobiety w okresie połogu, przez kilka lat poprzedzajacych ostatnią miesiączkę (okres perimenopauzy) oraz w okresie menopauzalnym. Stąd, w tych okresach życia, wzrasta u kobiet częstość występowania zaburzeń psychicznych.

Z badań epidemiologicznych wynika, że u mężczyzn rozpowszechnienie depresji wzrasta w okresie dojrzewania, a następnie utrzymuje się na względnie stałym poziomie w ciągu całego życia, mimo stopniowego zmniejszania się stężenia androgenów. Natomiast u kobiet rozpowszechnienie depresji wzrasta wraz ze wzrostem stężenia estrogenów w okresie dojrzewania, utrzymuje się na stałym (ale wyższym niż u mężczyzn) poziomie aż do okresu menopauzy i następnie obniża się do częstości rozpowszechnienia depresji u mężczyzn (Stahl 2010).

Analizując zatem przebieg kobiecego cyklu życiowego można zauważyć, że najwieksze ryzyko rozwoju zaburzeń psychicznych u kobiet występuje w okresie podejmowania roli macierzyńskiej i kolejnych porodów, a także okresu przedmenopauzalnego i menopauzy ( czyli wygaszania zdolności do reprodukcji). W tych właśnie okresach w u kobiet występuje największe narażenie na kaskadowe zmiany stężenia estrogenów.

Kobiety doświadczające zaburzeń psychicznych z obszaru psychiatrii rodzicielstwa często nie uzyskują właściwej i specjalistycznej pomocy. Z badań epidemiologicznych wynika, że nawet do 20% ciężarnych doświadcza jakiejś formy depresji podczas ciąży, ale nawet do 60-80% z nich nie otrzymuje właściwej pomocy (Epstein 2014).  Może to pośrednio wynikać z faktu, że zarówno same pacjentki, jak i opiekujacy się nimi lekarze otrzymują szereg sprzecznych informacji odnośnie bezpieczeństwa stosowania leków przeciwdepresyjnych w ciąży i okresie karmienia piersią.

Ale nie tylko kobiety ciężarne bywają narażone na odroczoną lub nieskuteczną pomoc. Podobne sytuacje dotykają kobiet z objawami zaburzeń psychicznych związanych z okresem przedmenopauzalnym lub menopauzalnym. Zaś prawie zupełnie „nieobecną” w lecznictwie psychiatrycznym grupę kobiet stanowią kobiety doświadczające zaburzeń emocjonalnych i psychicznych w przebiegu diagnozy i terapii niepłodności.

Trudno rozstrzygnąć, czy wynika to z niepełnej świadomości społecznej odnośnie możliwości specjalistycznej pomocy, czy też braku wystarczajacej wiedzy z zakresu zaburzeń psychicznych związanych z rodzicielstwem. Brak właściwej pomocy prawdopodobnie łączy się również ze znikomą liczbą specjalistów z zakresu psychiatrii rodzicielstwa, czy niewystarczającym dialogiem profesjonalnym miedzy środowiskiem ginekologów  i psychiatrów.

Cięcie cesarskie ze wskazań psychiatrycznych

Kilka tygodni temu wraz z moimi znamienitymi współautorami napisałam pierwszą polską pracę, która w obszerny sposób porusza kwestię psychiatrycznych wskazań do rozwiązania ciąży za pomocą cięcia cesarskiego. Praca pt.  „ELEKTYWNE CIĘCIE CESARSKIE ZE WSKAZAŃ PSYCHIATRYCZNYCH – ANALIZA ZJAWISKA, OPIS DWÓCH PRZYPADKÓW ORAZ REKOMENDACJE KLINCZNE” została przyjęta do druku w periodyku „Psychiatria Polska” jednak ukaże się w druku prawdopodobnie dopiero w 2016r.

Praca ta została zainspirowana pytaniem, które zadała mi dobre trzy lata temu jedna z anonimowych słuchaczek mojego wykładu z dziedziny psychiatrii rodzicielstwa. W nawiązaniu do tematyki mojego wykładu poprosiła mnie o podanie psychiatrycznych wskazań do rozwiązania ciąży przez cięcie cesarskie. W tamtym momencie odpowiedziałam, trochę ją zbywając, że wskazania do elektywnego cięcia cesarskiego ustalają ginekolodzy i są szerzej omawiane na konferencjach naukowych z zakresu ginekologii i położnictwa. Temat ten jednak nie dawał mi spokoju i po kilku latach zajęłam się nim bardziej wnikliwie. Okazało się, że wielu psychiatrów spotyka pacjentki, u których w czasie ciąży pojawiają się zaburzenia emocjonalne dotycżące lęku o prawidłowy przebieg porodu (tokofobia).

Z prac dotyczących reprezentatywnych grup badawczych wynika, że występowanie poważnych chorób psychicznych oraz upośledzenia umysłowego wpływa negatywnie na współpracę pacjentek w czasie porodu. Prowadzi to także do zwiększonego ryzyka powikłań podczas porodu siłami natury u pacjentek z zaburzeniami psychicznymi w wywiadzie.  Losy jednej z pacjentek doświadzczających w czasie ciąży bardzo silnego lęku przed porodem zainspirowały także wieloletniego Konsultatna Krajowego ds. Psychiatrii- Profesora Marką Jaremę, który został jednym ze współautorów mojej pracy. W naszym interdyscyplinarnym zespole współautorów znalazła się także dr Agnieszka Piróg-Balcerzak -psychiatra dzieci i młodzieży oraz dr. n. med. Artur Stefanowicz – ginekolog- położnik.

Ale to dopiero początek pracy nad polskimi psychiatrycznymi rekomendacjami do cięcia cesarskiego. O dalszych postępach naszych prac będę informować w kolejnych tygodniach 😉

Przy okazji tego wpisu BARDZO DZIĘKUJĘ anonimowej słuchaczce mojego wykładu, która zainspirowała mnie do podjęcia tematu psychiatrycznych wskazań do cięcia cesarskiego. Nie mogę niestety wymienić Pani imienia i nazwiska, gdyż nie przedstawiła się Pani 🙂

Współpraca -Professor Ian Brockington z University of Birmingham

Kilka miesięcy temu w periodyku „Psychiatria Polska” ukazała się w się moja praca, w której opisałam stworzony przeze mnie model psychozy okołostymulacyjnej. Na podstawie obserwacji klinicznej jednej z prowadzonych przeze mnie pacjentek zauważyłam, że szczególne zestawienie preparatów farmakologicznych stosowanych w terapii niepłodności może prowadzić do rozwoju objawów psychotycznych (prawdopodobnie jednak jedynie u kobiet szczególnie podatnych na rozwój psychozy).

W odniesieniu do wspomnianej pracy, kilka tygodni temu spotkał mnie ogromny zaszczyt i zarazem niezwykła niespodzianka. Stworzony przeze mnie model psychozy okołostymulacyjnej został doceniony przez wielki autorytet międzynarodowy w dziedzinie ‚reproductive psychiatry’ i ‚women mental health’ jakim jest Professor Ian Brockington z University of Birmingham. Profesor Ian Brockington jest światowym pionierem dziedziny zdrowia psychicznego kobiet, założycielem Sekcji Zdrowia Psychicznego Kobiet Światowego Towarzystwa Psychiatrycznego (Section of Women Mental Health of World Psychiatric Association) oraz brytyjskim twórcą psychiatrii rodzicielstwa. Profesor Brockington stworzył model psychozy okołomiesiączkowej, który zainspirował mnie naukowo. W swojej pracy naukowej koncentrował się nakluczowych kwestiach klinicznych dotyczących zdrowia psychicznego kobiet. O Profesorze Brockington można przeczytać w Wikipedii

Profesor wystosował do mnie odręczny list z prośbą o kopię artykułu ;-).

Professor Ian Brockington zgodził się Jednocześnie zostać moim mentorem w odniesieniu do moich wysiłków związanych z rozwojem na gruncie polskim psychiatrii rodzicielstwa ‚reproduction psychiatry’.  Nie muszę dodawać, że stanowi to dla mnie ogromny zaszczyt i uhonorowanie moich wysiłków zarówno naukowych, jak i organizacyjnych w tej kwestii 😉

List umieszczam przy tym wpisie „na pamiątkę” 😉

Brockington

Konferencja „Psychiatria też dla ludzi” zorganizowana przez IFMSA-Poland

PrawoPoczytalność

Dnia 23.05.2015r. miałam przyjemność uczestniczyć jako ekspert z dziedziny psychiatrii i seksuologii w konferencji pt. „Psychiatria też dla ludzi- Medycyna, Prawo, Poczytalność”,  zorganizowanej przez Oddział Warszawski International Federation of Medical Students Association Poland -IFMSA. Konferencja była przeznaczona dla studentów medycyny i prawa oraz młodych lekarzy i prawników. W trakcie konferencji miałam zaszczyt wygłosić wystąpienie pt. „Pedofilia w opiniowaniu sądowo-seksuologicznym- pułapki terminologiczne i diagnostyczne” .

Psychiatria (oraz seksuologia) w Polsce pozostaje dziedziną niezwykle niedofinansowaną – od wielu lat w defensywie wobec innych gałęzi medycyny. Z największą przyjemnością staram się zawsze wspierać wszelkie inicjatywy mające na celu szeroko rozumianą promocję wiedzy psychiatrycznej i seksuologicznej. Wierzę w to, że aktywny udział psychiatrów w szerszym promowaniu wiedzy z dziedziny psychiatrii/ seksuologii może  przyczynić się także do szerszej promocji tych gałęzi medycyny w różnych kręgach społecznych. Liczę też, że będzie to miało oddolny wpływ na dofinansowanie i większy rozwój usług psychiatryczno-seksuologicznych finansowanych przez państwo.

 

 

Rozdział „Zaburzenia psychiczne uwarunkowane stanem somatycznym”

„Głównym celem każdego badania lekarskiego jest zebranie danych o stanie zdrowia pacjenta w oparciu o zgłaszane dolegliwości, badanie przedmiotowe oraz badania dodatkowe. Analizując te dane sporządza się diagnozę kliniczną dotyczącą przyczyn objawów oraz ustala postępowanie terapeutyczne. Najlepsze efekty terapii uzyskuje się stosując podejście holistyczne uwzględniające zarówno diagnozę i terapię „dolegliwości ciała” jak i uwzględnienie stanu psychicznego i psychologicznej reakcji pacjenta na różne dolegliwości lub samą obecność zagrażającej zdrowiu choroby ogólnoustrojowej. Istnieje kilka wariantów relacji pomiędzy objawami zaburzeń psychicznych, a zaburzeniami somatycznymi:

  1. Sytuacja współwystępowania zaburzeń psychicznych i zaburzeń somatycznych, między którymi brak jest zależności przyczynowo skutkowej
  2. Sytuacja pojawienia się objawów zaburzeń somatycznych w przebiegu choroby psychicznej
  3. Sytuacja chorób psychosomatycznych, dla których udowodniono istotny wpływ czynników psychologicznych na ich rozwój i przebieg.
  4. Sytuacja, kiedy zaburzenie psychiczne stanowi psychologiczną reakcję na obecność choroby somatycznej, jej nasilenie oraz skutki dla pacjenta i jago otoczenia.
  5. Sytuacja kiedy zaburzenia psychiczne pojawiają się w przebiegu prawdziwych chorób ogólnoustrojowych, w przebiegu terapii farmakologicznej różnych schorzeń oraz fizjologicznych zmian z zakresu regulacji gospodarki hormonalnej, towarzyszących cyklowi życiowemu oraz funkcjom rozrodczym kobiet i mężczyzn.”

Zostałam poproszona o przygotowanie rozdziału pt. „Zaburzenia psychiczne uwarunkowane stanem somatycznym”, który będzie stanowił część  drugiego wydania „Psychiatrii dla studentów medycyny” pod red. Profesora Marka Jaremy – Wydawnictwa PZWL. W poprzednim wydaniu podręcznika rozdział na ten temat przygotowywała mentorka mojego pokolenia psychiatrów polskich ś.p. Profesor Jolanta Rabe-Jabłońska. Przygotowany przeze mnie rozdział zadedykowałam Pamięci Pani Profesor. Podręcznik ma ukazać się w druku do końca roku 2015